Bill:
Kliknąłem ikonkę ‚wyślij’ i po chwili post ukazał się na stronie. Wylogowałem się w chwili kiedy zaczęły przychodzić pierwsze powiadomienia. Wszystko miałem już spakowane. Dzięki temu, że zostawiłem w spokoju swoje ekstrawaganckie czarne ciuchy, spodnie i wysokie buty, zmieściłem się do dwóch walizek. Nie i było się bez zakupów. Musiałem wtopić się w tłum przechodniów i ludzi czekających na stacji.
Spojrzałem w lustro. Luźne, zwykłe jeansy, szara koszulka i koszula w zieloną kratę. Wyjąłem wszystkie kolczyki, nawet ten z języka i zakryłem tatuaże. Na głowę włożyłem czarno-czerwoną czapkę Fullcap, którą Tom nosił za czasów swoich pamiętnych dredów. Narzuciłem na to czarną skórzaną kurtkę, włożyłem najzwyklejsze w świecie czarne trampki i wyszedłem z domu z walizkami nie oglądając się. Gdybym to zrobił, pewnie bym się wycofał. Pewnie wróciłbym i powiedział, że to jedynie żart, że nie muszą się martwić. A oni pewnie i tak by nie uwierzyli. Trudno. Stało się. Odkąd wiem w jakim punkcie życia się znajduję, a jest to obecnie „jedną nogą w grobie”, to co mnie otacza jest mi obojętne. Ile bym dał, żeby nie zapalić wtedy tego pierwszego papierosa… Ile bym dał, żeby odzyskać to co utraciłem.
Rozie się wścieknie. Nigdy mi tego nie wybaczy. A już planowaliśmy ślub. Nie wspominałem o tym w liście, nie wiem nawet dlaczego… Może myślałem, że jeśli nie przyznam się do naszego związku, weźmie mnie za zimnego oszusta i szybciej o mnie zapomni? Mróz szczypał mnie w skórę, był wyjątkowo zimne styczniowe popołudnie. Szedłem wolnym krokiem, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. To było miłe uczucie, być anonimowym. Z dala od kamer, wywiadów, uporczywych fanek. Tylko ja, zima i walizki.
Stanąłem na peronie. Bilet miałem już kupiony. W jedną stronę. Do Berlina. A stamtąd samolotem prosto do Los Angeles. Miasta aniołów, miasta, w którym miałem zacząć od nowa. Tym razem nie życie rozchwytywanej gwiazdy rocka tylko samotnika wychodzącego na ulicę tylko po to, aby coś kupić do jedzenia czy picia. Zagwizdał dzwonek oznaczający wjazd pociągu na stację. Wszyscy wokół mnie stłoczyli się przy małym wejściu. Niektórzy z walizkami, inni z plecakami. Nastolatki, dorośli. Każdy z nich miał cel wyjechać, więcej niż połowa pewnie wróci. Ja nie będę miał do czego wracać. Próbuję wyrobić w sobie głęboką nienawiść do siebie, do tego miejsca, do przyjaciół. Wtedy łatwiej by mi było znieść stratę. Wyjeżdżałbym od ludzi i miejsc, których nienawidzę, a nie tych których kocham. Niestety byłem zbyt słaby i za bardzo pamiętałem wszystko co dla mnie ci ludzie zrobili. Odczekałem dwie minuty. Konduktor zagwizdał gwizdkiem sygnalizując, że za minutę odjazd. Wszedłem do środka przez szeroko otwarte drzwi. Przechodząc przez nie poczułem chłodny metaliczny powiew. Przeszedłem przez wagony szukając pustego przedziału. Kiedy taki znalazłem, wszedłem do niego i postawiłem walizki na podłodze. Potarłem dłonie i zdjąłem kurtkę. Myśląc o swoim dotychczasowym życiu oparłem dłoń na szybie i wypowiedziałem bezgłośnie „żegnaj Tokio Hotel, żegnaj”. Ułożyłem głowę na zimnym szkle i kiedy zniknął ostatni budynek odwróciłem twarz w stronę siedzeń w przedziale. Zakurzone fotele obite w czerwoną gdzieniegdzie popękaną skórę raziły mnie w oczy więc od razu je zamknąłem.
Próbowałem skupić się na równomiernym oddychaniu. Wdech, wydech.
Nie pomaga.
Wdech, wydech, wdech.
Ciągle nic.
Wdech, wydech, wdech, wydech.
Przyśpieszone bicie serca nie ustaje.
Koniec. To głupie.
Miałem nieodpartą ochotę zapalić. Ale pozbyłem się wszystkich paczek i zapalniczek. Przysięgałem sobie, że już nigdy więcej po nie nie sięgnę. I nie zrobię tego. Dotrzymam obietnicy. Nagle drzwi przedziału otworzyły się. Dziewczyna miała na sobie zielony płaszcz z kapturem, poszarpane na kolanach jeansy i znoszone tenisówki. Przez ramię miała przerzucony czarny plecak. Jej brązowe włosy były potargane. Wyglądała na siedemnaście lat.
-Mogę? – jej głosy był cichy, lękliwy.
Skinąłem głową.
-Jestem Bri. – przedstawiła się siadając naprzeciwko mnie.
-A ja Bill… Chociaż wolałbym o tym zapomnieć.
Przez chwile milczała patrząc na mnie natarczywie. A gdy w końcu się odezwała, żałowałem, że pozwoliłem jej tu usiąść.
-Wyglądasz na zmartwionego.
-A ty jesteś bardzo ciekawska.
Uśmiechnęła się lekko i przegryzła dolną wargę. Ten gest trochę mnie do niej przekonał. Miała piękny uśmiech, taki szczery a zarazem kruchy, jakby miał za chwile zniknąć z jej ładnej twarzy.
Westchnąłem.
-Każdy przed czymś ucieka…- powiedziała łagodnie, jak do spłoszonego zwierzęcia.
-Ty na pewno nie przed tym co ja…- odparłem prawie szeptem patrząc w jej intensywnie niebieskie oczy.
-Więc przed czym uciekasz?- zapytała szczerze zainteresowana. Robiła złudzenie osoby, której można zaufać.
-Przed fanami, odpowiedzialnością, przyjaciółmi, wytwórnią, chorobą…
-Kim ty jesteś? – to pytanie było tak głupie jakby mnie nie znała, jakby nie wiedziała z kim rozmawia.
-Jestem człowiekiem, wokalistą, któremu przyszło zmierzyć się z rakiem, a który na własną głupotę postanowił umrzeć w samotności..
-Ja uciekłam z domu. Miałam dość patrzenia na to co się tam dzieje… Po prostu… uciekłam.
-I dokąd teraz jedziesz?
-Jeszcze nie wiem. Przed siebie. Myślałam o wyjechaniu to Ameryki, tam mnie nie będą szukać o ile w ogóle będą. – odpowiedziała nieobecnym głosem, z rękami założonymi na kolanach wpatrując się w las za oknem.
-Wiem, że to głupie… Ale jadę do Berlina. Stamtąd do Ameryki. Konkretniej do Los Angeles.. – spojrzała na mnie zaciekawiona, trochę nieufna. – Jedź ze mną. Bynajmniej to mogę dla ciebie zrobić.
-Nie jesteś mi nic winien….
-Trochę jestem. Jesteś pierwszą osobą, którą nie obchodzi kim jestem i pierwszą, która na żywo usłyszała to co napisałem w liście pożegnalnym do fanów, zespołu i wytwórni.
-Więc zgadzam się, ale, żebym wiedziała z kim jadę musisz mi opowiedzieć wszystko od początku.
Zaufałem tej zagubionej dziewczynie. Oboje uciekaliśmy, oboje nie chcieliśmy, żeby nas znaleźli. Bynajmniej będę wiedział, że zrobiłem coś dobrego. Coś co być może uratuje kiedyś tą dziewczynę, coś co pozwoli jej zacząć życie od nowa, z dala od problemów, z dala od rodziny.
Więc opowiedziałem jej wszystko od początku.
Tom:
-CO?! NIE! Teraz to ty mnie słuchaj! Czytałeś to! Nie, nie wiedziałem! Jestem jego bratem a ty menadżerem, widocznie żadnemu z nas nie ufał tak jakbyśmy tego chcieli! Nie. Nie. Tak, naprawdę. Nie wrzeszcz na mnie! Też nie wiedziałem. Co mnie obchodzi jego ostatnia wola?! Znajdę go! Nie zabronisz mi. A zrywaj tą umowę! Wisi mi to! Mój brat jest ważniejszy. Tak. A daj mi ty kurwa święty spokój…- rzuciłem telefonem o ścianę. Nie wiedziałem jak wyrazić swoje uczucia, jak przelać frustrację na przedmioty nieożywione. Miałem ochotę w coś uderzyć. Ściana była najbliżej.
Zamachnąłem się zwijając dłoń w pięść. Z całej siły uderzyłem w grubą ścianę z re-gipsu robiąc w niej pajęczynę pęknięć i głębokie wgłębienie. Zasyczałem z bólu. Moje kłykcie były popękane i zakrwawione, bolała mnie każda najdrobniejsza kostka prawej dłoni i nadgarstka. To uczucie, że jestem bezradny wobec sytuacji. Tak jakbym błądził w ciemnościach już jakiś czas a bardzo tęsknił za światłem. Bill był moim światłem…
No to drugi raz.
Tym razem lewa dłoń.
Jeszcze jedno pęknięcie.
Jeszcze jeden zduszony krzyk.
Jeszcze jeden, i następny… I kolejny.
Z frustracji zacząłem kopać ściany. Georg i Gustav stali za mną z założonymi rękami, nie próbując mi przerwać. Gdyby przerwali, pięści byłyby wycelowane w nich. Żaden z nas tego nie chciał. Zawyłem z wściekłości i jeszcze raz kopnąłem ścianę, na której było już z milion pęknięć, drobnych i większych siateczek w popękanej farbie. W jednym miejscu odleciał re-gips, pozostawiając nagi kawałek pustaków.
Pobiegłem do lodówki, wyciągnąłem z niej zimną wódkę i szybko pociągnąłem z niej potężnego łyka. Mięśnie ramion rozluźniły się. I wtedy kiedy nikt się nie spodziewał znów uderzyłem.
Z głuchym trzaskiem moja dłoń zaciśnięta na szyjce butelki wbiła się w ścianę z taką mocą, że przeszła ją na wylot. Pociągnąłem rękę z powrotem do siebie. Była biała od rozdrobnionego na pył tynku i pokaleczona szkłem. Po białym pyle osiadłym na dłoni ściekały czerwone strużki krwi, robiąc krwawe bruzdy i szlaczki na całej jej powierzchni.
Poczułem na ramieniu dłoń. Już miałem obrócić się, żeby przywalić Georgowi kiedy poczułem, że palce zaciskają się mocniej. Przeniosłem wzrok na smukłe długie palce z czerwonym lakierem na paznokciach. Zagryzłem wargę i odwróciłem się do Rozie zatapiając ją w mocnym uścisku. Na twarzy miała rozmazany makijaż, opuchnięty oczy. Nadal płakała. Zacisnąłem zakrwawione ręce na jej plecach, przyciągając ją bliżej. Ona wczepiła się palcami w moją koszulkę. Po chwili wydała z siebie żałosne zawodzenie i przez łzy zaczęła okładać moją klatkę piersiową drobnymi pięściami. Pozwalałem jej na to. Jeszcze mocniej ją przytuliłem, poczułem jak jej łzy moczą mi koszulkę a jęki i zduszone przekleństwa nikną tłumione moim ciałem. Zacząłem ją powoli kołysać wtulając twarz w jej ramię. Gdy poczułem jak Rozaline drży i odtworzyłem w myślach list… Po moich policzkach zaczęły płynąć słone a zarazem gorzkie łzy bólu i porażki.
Czemu mi nie powiedział?
Dlaczego mi nie zaufał?
Czemu nas porzucił?
Dlaczego skazał Tokio Hotel na koniec?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego…
Ostatnia pierdolona wola. Nie minęły 24 godziny, i tak nic nie mogę z tym zrobić. Chciałbym spełnić jego wolę ale czy mogę żyć z myślą, że Bill umiera..? Umiera w samotności a ja nic z tym nie mogę zrobić?! Jebana bezradność. Nigdy nie wiem co mam z nią zrobić, to nie jest uczucie,które znam. Jest mi obce. Tak obce jak ja byłem dla swojego brata kiedy pluł krwią, kiedy jeździł po lekarzach, kiedy pisał ten list.
Rozaline opadła bezwładnie na kanapę obok Georga, nadal ściskając w palach pusty już kieliszek po wódce. Georg i Gustav pili od dobrych trzech godzin. Od dobrych trzech godzin podniosłem do ust kieliszek napełniony alkoholem, prawie jak Zombie.
Chwiejnym krokiem wyleciałem z domu, zostawiając upijających się do nieprzytomności przyjaciół. Wziąłem kluczyki od samochodu i szybko przekręciłem je w stacyjce.
Napędzany adrenaliną zaparkowałem auto przed całonocnym barem. Bóg jeden wie jak ja tu dojechałem skoro nawet stać nie mogę. Nie chwila. Ja nie wierzę w Boga. A zwłaszcza w tej chwili. Teraz mógłbym jedynie przelecieć Maryję, ewentualnie świętą Magdalenę. Muszę to odreagować i to szybko.
Ochroniarz pchnął metalowe drzwi widząc mój obecny stan i wpuścił mnie do środka. Zatoczyłem się w kierunku baru i zamówiłem od razu coś co miało najwięcej procentów, nawet nie patrząc na nazwę. Wypiłem to jednym haustem i gestem nakazałem mężczyźnie za ladą dolać owego trunku.
Barman westchnął i dolał mi tego co wcześniej z domieszką wysokoprocentowej wódki i kilkoma kostkami lodu.
Odwróciłem się na krześle barowym, opierając łokcie o blat za mną i utkwiłem wzrok w tłumie, szukając jakiejś laski na jedną noc, na tyle głupią, żebym mógł wyjść rano z pokoju nad ranem bez zbędnych wyjaśnień.
Dziś o tej porze było tu wyjątkowo dużo wspaniałych kobiet. Blondynki, brunetki, szatynki. O pełniejszych kształtach, ze zgrabnymi nóżkami. Innymi słowy – do wyboru do koloru. Miałem wielki wybór zważywszy na to, że 2/3 lasek była już pijana. I wtedy mój wzrok padł na jedną z nich. Bingo…
Hana:
-Zostajesz zawieszona. Hana…my nie możemy inaczej. Naprawdę. – szef
stanął przede mną opierając dłonie o biurko i unikając patrzenia mi w
oczy. Niby facet ale nie ma jaj by powiedzieć kobiecie prawdę.
Spojrzałam na niego z pogardą i głęboko odetchnęłam.
-Dajcie mi spokój. Odchodzę.– wstałam i trzaskając drzwiami wyszłam na korytarz. Zawieszona…pff. Nawet nie mieli za co!Mam dość tej roboty. Jutro złożę wymówienie.
Spojrzałam na niego z pogardą i głęboko odetchnęłam.
-Dajcie mi spokój. Odchodzę.– wstałam i trzaskając drzwiami wyszłam na korytarz. Zawieszona…pff. Nawet nie mieli za co!Mam dość tej roboty. Jutro złożę wymówienie.
Idioci. Każdy popełnia błędy. Ale największym ICH błędem było
zawieszenie mnie. Beze mnie nie doprowadzą tej sprawy do końca ale kij
im w cztery litery. Ich sprawa.
Szłam przez miasto szybkim krokiem omijając jakichkolwiek rozmów. Ludzie również unikali konfrontacji widząc, że widocznie coś jest nie tak.
Wróciłam do domu przebrać się w coś bardziej klubowego. Wskoczyłam w krótką jeansową sukienkę bez ramiączek i białe szpilki. Policjantka po dyżurze. Chwila, już nie policjantka. Intrygujące, nieprawdaż?
Poprawiłam włosy i makijaż, zgarniając torebkę wybiegłam z domu. Może uda mi się zapomnieć o wszystkim co się dzisiaj stało. Bynajmniej nocny klub jest otwarty. Ochroniarz otworzył przede mną drzwi gdy znalazłam się już na miejscu. Wszędzie pachniało papierosami i alkoholem co oznaczało, że impreza trwa w najlepsze. Przy barze zamówiłam pierwszego lepszego drinka i poszłam do jednoosobowego stolika. Usiadłam na krześle barowym wyciągając przed siebie swoje długie, opalone nogi. Spod przymrużonych powiek patrzyłam jak wszystko wokół wiruje a ludzie tańcząc wypalają piąte poty.
Wreszcie weszłam na parkiet pozostawiając niedopitego szóstego drinka na stoliku. I tak nie zamierzałam go dopijać. Ten był wyjątkowo okropny. Bawiłam się co raz lepiej, alkohol we krwi zrobił mi spustoszenie w głowie i mało obchodziło mnie to, że tańczę ocierając się o przypadkowych facetów. Ludzie twierdzą, że dziewice są wstydliwe, ale jak widać po mnie… No mylą się no. A ponoć dziewice to gatunek wymarły…. Być może, a jeśli już kobieta nią jest to zwykle się do tego nie przyznaje. Tylko dobrze doinformowani, czujni i spostrzegawczy faceci widzą zmiany w zachowaniu tych dwóch typów kobiet. Kołysałam biodrami w rytm piosenki gdy czyjeś ręce oplotły mnie w pasie przyciągając mnie do ciepłego torsu. Zamruczałam niczym kotka i odwróciłam się do faceta, który trochę się chyba podniecił bo jego interes uwierał mnie w pośladki. Zarzuciłam ręce na jego kark i oczyma powiodłam po jego twarzy; ciemne oczy, kolczyk w wardze i o mamusiu… jaki on wysoki! Pisnęłam gdy jego dłonie zakleszczyły się na moich pośladkach. Pochylił się by pocałować moją szyję.
- Chcesz znaleźć się w niebie? – zapytał całując moje ucho. Zagryzłam wargę i westchnęłam z przyjemności.
-Raczej highway to hell. – jęknęłam gdy jego dłonie zaczęły niebezpiecznie błądzić na moich udach, a palce zaczęły wkradać się pod materiał spódniczki. - Ale wiesz, musisz mnie poprowadzić.- dodałam podkreślając swój dotychczasowy status.
- Lubię dziewice.- wymruczał prosto do mojego ucha i przegryzł delikatnie jego płatek.
„Co ja kurwa robię?” to pytanie zadałam sobie w myślach ale mimo to nie odsunęłam się od przystojnego nieznajomego.
A no tak, przecież jestem pijana. Mimo, że mogę myśleć moje ciało i tak mnie nie posłucha.
A teraz jestem i pijana i ciągnięta przez tego gościa do jego samochodu. Czułam narastający strach, ale też nie mogłam się doczekać tego co na się niedługo stać. Zostałam wepchnięta na tylne siedzenia a…A właśnie!
-Miałam zapytać..masz na imię…?
-Tom.- I tyle. Tom usiadł na moich biodrach i zaczął mnie rozbierać całując każdy nowo odkryty kawałek ciała. I nagle nie ogarnęłam kiedy, ale on siedział na mnie również nagi. Patrzył na mnie niczym narkoman na ekstazy. Nachylił się i całując moje piersi wspinał się w górę by potem dosięgnąć ust, w które niemal się wgryzł. Gumka! On ma gumkę?! O…o Jezu. Otworzyłam szeroko oczy gdy jego palec znalazł się we mnie. I wszystkie myśli o zabezpieczeniu wyleciały mi z głowy. Nie chciałam być bezczynna więc wodziłam rękoma po jego plecach i klatce piersiowej. Wbiłam paznokcie w jego skórę i delikatnie przeciągnęłam w górę i w dół. Jego oczy znalazły się na poziomie moich i wtedy zrozumiałam co ma się stać. W milczeniu wpatrywał się we mnie aż nagle poczułam jak delikatnie wsuwa się we mnie. Przestałam oddychać ale gdy poczułam go w sobie do samego końca targnął mną pewien instynkt i nawet mnie nie zabolało gdy się wsunął do końca ani gdy zaczął mnie pieprzyć niczym zwierze.
Chmurka. Taka różowa zajebista chmurka.
On dawał ja brałam. I co z tego, że się nie znamy? Jest zajebiście. Żałować będę jak wytrzeźwieję.
Leeeeeb dieeee sekundeeee hieeeer und jeeeeetz!
Szłam przez miasto szybkim krokiem omijając jakichkolwiek rozmów. Ludzie również unikali konfrontacji widząc, że widocznie coś jest nie tak.
Wróciłam do domu przebrać się w coś bardziej klubowego. Wskoczyłam w krótką jeansową sukienkę bez ramiączek i białe szpilki. Policjantka po dyżurze. Chwila, już nie policjantka. Intrygujące, nieprawdaż?
Poprawiłam włosy i makijaż, zgarniając torebkę wybiegłam z domu. Może uda mi się zapomnieć o wszystkim co się dzisiaj stało. Bynajmniej nocny klub jest otwarty. Ochroniarz otworzył przede mną drzwi gdy znalazłam się już na miejscu. Wszędzie pachniało papierosami i alkoholem co oznaczało, że impreza trwa w najlepsze. Przy barze zamówiłam pierwszego lepszego drinka i poszłam do jednoosobowego stolika. Usiadłam na krześle barowym wyciągając przed siebie swoje długie, opalone nogi. Spod przymrużonych powiek patrzyłam jak wszystko wokół wiruje a ludzie tańcząc wypalają piąte poty.
Wreszcie weszłam na parkiet pozostawiając niedopitego szóstego drinka na stoliku. I tak nie zamierzałam go dopijać. Ten był wyjątkowo okropny. Bawiłam się co raz lepiej, alkohol we krwi zrobił mi spustoszenie w głowie i mało obchodziło mnie to, że tańczę ocierając się o przypadkowych facetów. Ludzie twierdzą, że dziewice są wstydliwe, ale jak widać po mnie… No mylą się no. A ponoć dziewice to gatunek wymarły…. Być może, a jeśli już kobieta nią jest to zwykle się do tego nie przyznaje. Tylko dobrze doinformowani, czujni i spostrzegawczy faceci widzą zmiany w zachowaniu tych dwóch typów kobiet. Kołysałam biodrami w rytm piosenki gdy czyjeś ręce oplotły mnie w pasie przyciągając mnie do ciepłego torsu. Zamruczałam niczym kotka i odwróciłam się do faceta, który trochę się chyba podniecił bo jego interes uwierał mnie w pośladki. Zarzuciłam ręce na jego kark i oczyma powiodłam po jego twarzy; ciemne oczy, kolczyk w wardze i o mamusiu… jaki on wysoki! Pisnęłam gdy jego dłonie zakleszczyły się na moich pośladkach. Pochylił się by pocałować moją szyję.
- Chcesz znaleźć się w niebie? – zapytał całując moje ucho. Zagryzłam wargę i westchnęłam z przyjemności.
-Raczej highway to hell. – jęknęłam gdy jego dłonie zaczęły niebezpiecznie błądzić na moich udach, a palce zaczęły wkradać się pod materiał spódniczki. - Ale wiesz, musisz mnie poprowadzić.- dodałam podkreślając swój dotychczasowy status.
- Lubię dziewice.- wymruczał prosto do mojego ucha i przegryzł delikatnie jego płatek.
„Co ja kurwa robię?” to pytanie zadałam sobie w myślach ale mimo to nie odsunęłam się od przystojnego nieznajomego.
A no tak, przecież jestem pijana. Mimo, że mogę myśleć moje ciało i tak mnie nie posłucha.
A teraz jestem i pijana i ciągnięta przez tego gościa do jego samochodu. Czułam narastający strach, ale też nie mogłam się doczekać tego co na się niedługo stać. Zostałam wepchnięta na tylne siedzenia a…A właśnie!
-Miałam zapytać..masz na imię…?
-Tom.- I tyle. Tom usiadł na moich biodrach i zaczął mnie rozbierać całując każdy nowo odkryty kawałek ciała. I nagle nie ogarnęłam kiedy, ale on siedział na mnie również nagi. Patrzył na mnie niczym narkoman na ekstazy. Nachylił się i całując moje piersi wspinał się w górę by potem dosięgnąć ust, w które niemal się wgryzł. Gumka! On ma gumkę?! O…o Jezu. Otworzyłam szeroko oczy gdy jego palec znalazł się we mnie. I wszystkie myśli o zabezpieczeniu wyleciały mi z głowy. Nie chciałam być bezczynna więc wodziłam rękoma po jego plecach i klatce piersiowej. Wbiłam paznokcie w jego skórę i delikatnie przeciągnęłam w górę i w dół. Jego oczy znalazły się na poziomie moich i wtedy zrozumiałam co ma się stać. W milczeniu wpatrywał się we mnie aż nagle poczułam jak delikatnie wsuwa się we mnie. Przestałam oddychać ale gdy poczułam go w sobie do samego końca targnął mną pewien instynkt i nawet mnie nie zabolało gdy się wsunął do końca ani gdy zaczął mnie pieprzyć niczym zwierze.
Chmurka. Taka różowa zajebista chmurka.
On dawał ja brałam. I co z tego, że się nie znamy? Jest zajebiście. Żałować będę jak wytrzeźwieję.
Leeeeeb dieeee sekundeeee hieeeer und jeeeeetz!
I to było cudowne. Poczuć to we dwoje. A potem jakimś cudem rozłożył tylne siedzenia i opadł całym ciałem na moje. Nawet koc jakiś znalazł. Schował moje drobne ciało w ramionach i ucałował moje czoło. Wtuliłam się w niego i poczułam jego miarowy oddech upojony alkoholem. Zasnął. I ja też zasnęłam wtulona w jego ramiona.