15 stycznia 2010 rok.
Witajcie, jestem Bill Kaulitz. Pewnie mnie już znacie, lecz ja nie znam
Was. Wiem, bez sensu. Ale… Chciałbym mieć dzień aby móc osobiście poznać
swoich fanów. Poznać osoby, które wspierały mnie kiedy było ciężko,
które sprawiły, że Tokio Hotel wzbiło się na szczyt. I prawdopodobnie
wspieralibyście mnie nadal gdybyście wiedzieli co się dzieje. Pewnie
będziecie zdziwieni, że to co tu napiszę jest prawdą. I pewnie
pomyślicie „jak to? Przecież nie wygląda na chorego”, „przecież się
uśmiecha”, „przecież śmieje się razem z Aliens”. Tak, moi drodzy… Śmieję
się, uśmiecham aby dać Wam złudzenie, że wszystko jest dobrze. To nie
znaczy, że Was okłamywałem. Nawet jeśli tak to odbierzecie to wiedzcie,
że nie chciałem tego. Każdy z nas popełnia błędy, nie wstydźcie się ich.
To jest historia, która nie miała prawa się wydarzyć. Ale niestety
przyszło mi z nią walczyć.
To nie jest wszystko co zamierzałem Wam powiedzieć. Musicie wiedzieć, że
Was kocham. Kocham tak samo jak muzykę i jak kocham swojego brata.
Jesteście moim natchnieniem. Nie jestem gotowy aby zrobić ten krok, ale
prawdopodobnie nigdy nie będę. Dlatego muszę ten jeden krok wykonać
teraz, póki jestem przekonany o jego słuszności. I wiem, ze będziecie
mnie za to nienawidzić, krytykować. Tylko, że ja już nie mogę z tym żyć.
Nie mogę żyć z myślą, że powoli umieram a razem ze mną Wy i zespół.
Wolałbym, żeby to przyszło szybko i bezboleśnie ale tak nie jest. I
wszyscy będziemy przez to cierpieć. Gdybym postanowił inaczej, wybrał
inną opcję, koncerty byłyby odwoływane, występ po występie.. Zapewne
wiele fanów cierpiałoby dużo bardziej wiedząc wcześniej co się dzieje a
może mieliby czas by po prostu zrozumieć sytuację. Ale JA nie chcę
widzieć, że cierpicie. Nie chcę wiedzieć co byście pisali w listach do
zespołu. Może to samolubne ale wolę cierpieć w samotności i zapamiętać
Was uśmiechniętych i szczęśliwych. I nie wińcie za to, że nie
wiedzieliście, że nie mogliście mnie od tego odciągnąć Toma, Gustava i
Georga. Oni również nie wiedzieli. Pewnie teraz czytając ten ostatni
list już zdążyli rozwalić komórki o ściany aby wreszcie ucichł dzwonek
świadczący o tym, ze wytwórnia chce wiedzieć co się dzieje. Pewnie
chcieliby, żeby wraz z milknącym dzwonkiem umilkło poczucie straty.
Teraz to ONI będą Was potrzebować. Tom, jeśli to czytasz to wiedz, że
wódka ci nie pomoże. Mi nie pomogła. I RZUĆ PALENIE! Bo to ono mnie
zabija… David – dziękuję za to, ze dałeś Nam, Tokio Hotel, tą szansę.
Georg, Gustav – dziękuję, ze przez tyle lat byliście mi wsparciem.
Przepraszam Was…
Dziękuję Wam, że byliście… Dziękuję, że jesteście. Chciałbym każdemu z
Was oddać choć część tego, co Wy daliście mi. Więc zwracam Wam prawdę.
Zasługujecie na to…
Pół roku temu po koncercie, zacząłem pluć krwią. Nie wiedziałem o co
chodzi, myślałem, ze to może być wina sztucznego dymu ze sceny. Mimo
wszystko poszedłem do lekarza. Po długich trzech miesiącach dowiedziałem
się, że mam zaawansowanego raka płuc. Szansa na przeżycie wynosi 20%…
Przez kolejne trzy miesiące zmagałem się z tym sam. Nawet teraz nie chcę
wciągać w to Was ale muszę w końcu powiedzieć prawdę. Świat jest podły,
wiem. Jeszcze nie wiem co dokładnie chcę zrobić po opublikowaniu tego
listu.. Może zakończę swoje życie cierpiąc, może odejdę po prostu z pola
widzenia abyście nie widzieli jak choroba mnie wykańcza. Nie chcę
również abyście mnie szukali. Tom, Georg, Gustav, Jost, droga wytwórnio,
policjo, tajni agenci i nie wiem co jeszcze – NIE SZUKAJCIE MNIE. I
potraktujcie to jako moją ostatnią wolę, która niezależnie od tego jaka
jest musicie ją wykonać. Inaczej… To JEST moja ostatnia wola.
Jutro, a może już nawet dzisiaj mnie tu nie będzie, mam nadzieję, że zrozumiecie.
Drodzy Aliens – zawsze Was kochałem i kochać będę niezależnie od tego co
się ze mną stanie. Już nie zobaczycie mnie na ulicy, już nie będę mógł
was przytulić do zdjęcia ale uwierzcie – będzie lepiej. Nie podejmuję
się leczenia, to by było zbyt wykańczające. Chcę umrzeć szybko, tak abym
nie musiał patrzeć na Wasz ból po stracie mnie. Nie będę sprawdzał
komentarzy pod tym listem, nie wysilajcie się. Nie ważne co napiszecie -
ja i tak tego nie przeczytam więc zdania nie zmienię.
Kocham Was.
Żegnajcie.
Bill.
Nie spotkałam się jeszcze z takim prologiem. Z prologiem, który przedstawia dość tragiczną zarówno dla fanów jak i rodziny, no i samego Billa historię.
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie, więc na pewno tu jeszcze zajrzę ;)
Pozdrawiam.